22/06/2026
Dzisiaj piszę z niemal nabożną czcią.
Taka ręcznie tkana tkanina lniana wpadła w moje ręce i hołubiłam ją przez kilka dni, myśląc jak wykorzystać ją najlepiej.
Mam jej kilka metrów.
Ma ona dla mnie niemal bogińską moc, bo ręce które ją utkały, musiały być bardzo pracowite.
Jestem pełna wdzięczności za ich pracę.
Myślę że ta sama osoba, która z pewnością była kobietą, sama wysiała len, pielęgnowała go, zrywał, rosiła, obijała z twardego łyka, międliła, czesała, przędła i na końcu tkała. Sami widzicie ile pracy potrzebne było, aby ta tkanina znalazła się u mnie.
A wiecie co jest dla mnie najsmutniejsze?
Znalazłam ją w szmateksie 😭.
Ktoś pozbył się jej, nie doceniając jej wartości.
I oczywiście nie chodzi o wartość materialną, a wkład pracy, jaki musiała wykonać babcia, matka lub inną kobieta, przodek.
Dlatego długo zastanawiałam się nad tym co uszyję i wiecie co? Marianna Moroko Jara powiedziała mi, szyj wszystko.
Zacznę więc od kieszonek, bo bardzo je lubicie i chętnie kupujecie. Podzielę tkaninę na wiele odrębnych bytów, niech płynie w świat.
W komentarzu dodam link do filmu, w jaki sposób powstawały tkaniny na krosnach domowych.