Nihil Novi Censored

Nihil Novi Censored Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Nihil Novi Censored, Odzież (marka), Daszyńskiego 153, Gliwice.

22/04/2026

Niektórzy badacze dawnych wierzeń uważają, że Słowianie mogli rozróżniać kilka kategorii istot zamieszkujących działy wodne. Wyższe były prawdopodobnie duchami jezior i rzek, a ich natura mogła być zasadniczo neutralna. Do niższych należały byty takie jak rusałki, brzeginki, topielce i topielice. Z czasem różnice, a także dawne nazwy, uległy zatarciu, a całe rodziny duchów i istot wody przemianowano po prostu na diabły wodne. Stąd również trudność w odtwarzaniu dawnych wierzeń, na których znalazły się niezliczone warstwy przeinaczeń i zmiany, jakie przyniosło chrześcijaństwo, ale również czas.

Czy topielica różni się od topielca? Nie mamy nawet pewności, czy taka różnica istniała, ale w bliższych nam czasowo opowieściach ludowych, w których badacze poszukują fragmentów dawnej wiary, topielice pojawiają się stosunkowo często. Jedną z przykładowych historii jest legenda o dziewczynie porzuconej przez narzeczonego. Rzecz działa się w Raduczycach nad Wartą, w której fale rzuciła się nieszczęśliwie zakochana młódka. Jej imienia nikt już nie pamięta, ale ponoć zamieniła się w topielicę, która szczególnie upatrzyła sobie młodych mężczyzn i na nich poluje, wciągając biedaków pod wodę. W zależności od wersji, tych ofiar jest więcej, lub mniej, ale do tej pory nikt jeszcze tej topielicy się nie wywinął.

W przeciwieństwie do topielców, ich żeńskie odpowiedniki były milsze dla oka, a być może dzięki złym mocą potrafiły kusić męskich przedstawicieli ludzkiego rodu. Topielice przyjmowały wygląd młodych dziewcząt kąpiących się w płytkich wodach, zapraszaj przypadkowych nieznajomych do wspólnego pływania. Mogły też udawać panny w potrzebie, które zostały porwane przez bystrą wodę i wołają o pomoc. Metod i sposobów na to, żeby mężczyźni przybliżyli się do brzegu i weszli do wody, topielica miała bardzo dużo. Topielec wolał złapać swoją ofiarę i użyć brutalnej siły, żeby zabrać jej oddech. Topielice działały bardziej subtelnie, chociaż końcowy efekt był ten sam. Nieszczęśnik, który trafiał w jej objęcia, bardzo szybko tracił wolę walki, a finalnie życie, otumaniony łagodnymi ruchami, ze wzrokiem zatopionym w czarnych źrenicach topielicy.

Ponoć topielice były nagie lub ubrane jedynie w cienką koszulę, więc jeśli spotkasz taką dziewczynę gdzieś na brzegu, na dodatek o wyjątkowej bladej lub opalizującej na zielono skórze, nie wchodź z nią razem do wody, chyba że masz współczesne środki bezpieczeństwa: minimum koło ratunkowe i tzw. motylki. Jeśli odłożyć żarty na bok, to podobno szansą na ratunek i wyswobodzenie z rąk topielicy jest skłonienie wodnej panny do zabawy w zagadki, co może odwrócić jej uwagę i umożliwić ucieczkę.

Opisanym przypadkiem udanej rejterady z łap topielicy jest też historia pewnego młodzieńca, którego topielica przydybała nad Narwią. Chłopak uratował się, bo zakrzyknął: „Patrz! Rzek się pali!”, a gdy skonsternowana topielica zaczęła się rozglądać, jej ofiara szybko dopłynęła do brzegu. Chrześcijaństwo dodało swoje sposoby obrony. To krzyżyk męki pańskiej zawieszony na szyi lub przeżegnanie się przed wejściem do wody, co odrzucało precz topielicę. Pamiętajcie o tych sposobach, kiedy nadejdzie lato i chęć na kąpiel w rzece lub jeziorze. Nie wiadomo, kto lub co może czaić się pod powierzchnią. A właściwie to wiadomo.

Widzimy się w Skansenie w Chorzowie. Idziecie w stronę sceny – nasz namiot stoi niedaleko. Sobota i niedziela, 25-26.04,...
21/04/2026

Widzimy się w Skansenie w Chorzowie. Idziecie w stronę sceny – nasz namiot stoi niedaleko. Sobota i niedziela, 25-26.04, godz. 10:00 - 18:00.
Na pewno traficie 😉

Tak wyglądało stoisko rok temu. W tym na wieszakach pojawią się: seria SLAVNI - konwent kultury rodzimej – komplet trzech edycji (tegoroczna + dwie poprzednie). Do tego wybrane słowiańskie wzory, a także Smok i Kruki Odyna. Krótkie p**e, po kilkanaście sztuk na motyw, więc warto wpaść wcześniej 🙂

Na stole rośnie stos kopert z pieczątką SLAVNI. To paczki, które są już przygotowane do odbioru na stoisku w ten weekend...
21/04/2026

Na stole rośnie stos kopert z pieczątką SLAVNI. To paczki, które są już przygotowane do odbioru na stoisku w ten weekend.

Przypominamy, że nie bierzemy całej oferty. Jedzie tylko to, co zrobiliśmy i co uniesiemy. Jeśli chcesz, żeby Twoja sztuka czekała przy scenie, zawołaj ją teraz 😉

Dziś, 21.04, ostatni dzień na zamówienie z odbiorem na SLAVNI - konwent kultury rodzimej . W koszyku wybierz „Odbiór na stoisku podczas Slavni” 👉https://sklepnihilnovi.pl/pl/

20/04/2026

Dziś zajmiemy się trudami życia w średniowiecznej Anglii, a szczególnie miejskich aglomeracjach. No powiedzmy, że aglomeracjach, bo cała populacja Anglii pod koniec XII wieku wynosiła zaledwie milion dusz, czyli mniej więcej tyle, ile dziś liczy Birmingham i dziesięciokrotnie mniej niż Londyn roku Pańskiego 2020. Ale ja nie o tym.

Na pewno wiecie, że miejskie arterie w średniowieczu śmierdziały, za przeproszeniem, gównem, bo zawartość nocników wylewano wprost za okno. Ulice były najczęściej klepiskami z nielicznym brukowanymi fragmentami, zaprojektowane półkoliście, aby opadały do rowów spełniających rolę odpływów na wodę deszczową. Jednak ludzie średniowiecza, zupełnie jak dziś, wyrzucali do rowów wszystko co popadnie. Co prawda nie mieli wtedy starych opon, zepsutych lodówek, telewizorów kineskopowych, części samochodowych i połamanych mebli, które dziś malowniczo ozdabiają nasze lasy i po nocy pojawiają się na polach oraz w rowach, ale nadrabiali produktami własnych jelit, jak również trzymanej w obejściu trzody, zgniłą słomą, szmatami, gratami wszelkiego autoramentu (o tym, co za skarby można dziś znaleźć w dawnych dołach kloacznych innym razem).

W każdym razie cała ta zaraza, a raczej szarobura śmierdząca masa, trafiała do rowów, definitywnie owe kanały czopując. Ponieważ podtopienia i powodzie były częste ze względu na brak sieci kanalizacyjnej, wystarczyła jedna solidna ulewa, aby zalegające miesiącami śmieci rozlały się na ulice pokrywając je grubym kożuchem. Gdy niebo wreszcie się oczyszczało, drogi zmieniały się w błotną breję wymieszaną z mokrymi śmieciami i kupami gnoju wolno wysychającymi na słońcu. Czyszczenie zwałów nieczystości trwało tygodniami. W jednej z francuskich kronik z XIV wieku czytamy, że za murami Paryża usypano górę z odpadów tak wysoką jak brama wjazdowa do miasta.

Dopiero pod koniec średniowiecza zaczęły powstawać specjalne zawody (cechy) odpowiedzialne za czystość. Na przykład we Florencji istniały dwa: śmieciarze i czyściciele kanalizacji. Zakazywano również trzymania i hodowli zwierząt w domach. W niemieckiej Kolonii już w XV wieku zabroniono mieszkania ze świniami, chociaż zrobiono wyjątek dla szanowanych cechów piekarzy i piwowarów. A pierwsze kosze na śmieci? Powstały w XVI w Paryżu i Amsterdamie. Ale to już temat na inną opowieść, wcale niebanalną.

17/04/2026

Ciało jako broń? Ostatnio przytoczone przez nas przykłady nie są oczywiście jedynymi znanymi z dawnych podań. Warto przypomnieć choćby echo tego samego zwyczaju, które odnajdujemy w rzymskich legendach o dziejach Wiecznego Miasta. Gdy po porwaniu Sabinek wybuchła wojna między Rzymianami a ich ojcami i braćmi, Sabinki postanowił działać. Z rozpuszczonymi włosami i rozdartymi szatami wybiegły prosto na pole bitwy i rzuciły się pomiędzy walczących mężów oraz ojców wołając: „Jeśli gniewacie się na siebie, skierujcie ten gniew na nas! Nie kalajcie bratobójczą krwią naszych synów! (…)”. Sabinki rozdzielały walczących, błagały i płakały. To ponoć pomogło i walka ustała. Dzięki odwadze oraz desperacji tych kobiet Rzymianie i Sabinowie zawarli pokój, zamiast się wzajemnie wyniszczać.

Kolejny przypadek w starożytnych legendach zapisał Plutarch. W „O męstwie kobiet” grecki filozof, biograf i historyk przytacza opowieść dotyczącą perskich niewiast z czasów Cyrusa Wielkiego. Gdy armia Persów, pokonana przez Medów, w panice uciekała ku miastu, ich żony i córki wybiegły im naprzeciw przed bramami. Podnosząc szaty i odsłaniając ciała, wołały z wyrzutem: „Dokąd tak pędzicie, największe tchórze pod słońcem? Chcecie skryć się tu, skąd wyszliście na bój?”. Zawstydzeni wojownicy, czując na sobie spojrzenia matek, żon i córek, zawrócili, rzucili się ponownie do walki i odnieśli zwycięstwo. Motow ten zapisał się w perskiej pamięci tak mocno, że Cyrus ustanowił zwyczaj, iż za każdym razem, gdy król wjeżdżał do miasta, każda kobieta otrzymywała złotą monetę.
Inna historię związaną z odsłonięciem ciała ukazuje legenda o Licyjczykach. Gdy rozgniewany Bellerofon – jeden z najważniejszych bohaterów greckiej mitologii, wezwał Posejdona, by bóg mórz i oceanów zatopił ziemię Licyjczyków niszczącą powodzią, kobiety tego ludu (dzisiaj południowo-zachodniej Turcji) wyszły naprzeciw herosa z zadartymi szatami. Zawstydzony bohater cofnął się ku morzu, a wraz z nim ustąpiła groźna fala.

Ten sam motyw przetrwał także w średniowiecznych opowieściach, choć w nieco innym, często bardziej heroicznym lub dramatycznym wydaniu. Chrześcijański klimat ma legenda o Lady Godivie (Godgifu), anglo-saskiej hrabinie z XI wieku, spisana w XIII-wiecznych kronikach. Gdy jej mąż, potężny hrabia Leofric, nałożył na mieszkańców Coventry wysokie podatki, Godiva postanowiła ubłagać męża, aby nie zubażał mieszkańców, dla których danina mogła oznaczać głód. W końcu, zirytowany jej uporem, rzucił wyzwanie: „Jeśli przejedziesz nago przez całe miasto, zniżę daniny”. Ku jego zdumieniu, Godiva zgodziła się. Rozpuściła długie włosy, które miały okryć jej ciało, nakazała mieszkańcom pozostać w domach i zamknąć okna, po czym przejechała konno przez ulice. Tylko jeden człowiek, niejaki Tom Peeping, ośmielił się wyjrzeć i podobno oślepł. Leofric, poruszony odwagą i poświęceniem żony, spełnił obietnicę i uwolnił miasto od ciężarów.

Swoją drogą, echo tego samego motywu, a zatem kobiecego ciała użytego jako narzędziea hańby, ofiary lub odwagi, pojawia się również w słynnym serialu „Gra o Tron”. Warto przypomnieć, że w piątym sezonie, a konkretnie odcinku pt. „Miłosierdzie matki” Cersei Lannister zostaje zmuszona do odbycia publicznej pokuty. Naga, z ogoloną głową, musi przejść przez ulice Królewskiej Przystani wśród szyderstw, wyzwisk i rzucanych w nią odpadków. Oczywiście to nie Cersei wybiera nagość jako broń. Wręcz przeciwnie, jest to dla niej kara i upokorzenie. A jednak scena ta dowodzi, jak potężnym symbolem pozostaje odsłonięte kobiece ciało. Może być ono narzędziem władzy, kontroli i społecznego osądu nawet w fikcyjnym, brutalnym świecie Westeros.

, , , , , , , , , , , , , , , , ,

15/04/2026

W dawnych wiekach zdarzało się, że los starcia odmieniały nieoczekiwane zachowania, na przykład… odsłonięte kobiece ciała. Ówcześni wierzyli nagość potrafi ukoić gniew nie tylko ludzi, ale też rozszalałych żywiołów morza, burz czy trąb powietrznych, a nawet demonów i innych istot nadprzyrodzonych.

Zwyczaj ten, zwany anasyrną i pochodzący ze starożytnej Grecji, polegał na tym, że kobiety w obliczu wrogiej agresji zagrażającej im i ich dzieciom unosiły spódnice albo pokazywały piersi, a czasem wychodziły do bitwy całkiem nagie. Cel tego nietypowego zachowania był jeden. Chodziło o to, aby przeciwstawić najeźdźcom najświętsze wartości związane z życiem i macierzyństwem. Ukazywania narządów płciowych miało sprowadzać błogosławieństwo na swoich, rzucać klątwę na wrogów i napełniać ich serca przerażeniem. Warto dodać, że praktyka ta była znana niemal w całym starożytnym świecie i przetrwała w folklorze wielu ludów.

Dowodów na takie zachowania mamy aż nadto. Juliusz Cezar w swoich zapiskach o wojnie galijskiej wspomina, że przed starciem Galijki obnażały się i rzucały w ramiona rzymskich legionistów. W mitach i legendach motyw ten przybierał formę zwycięstwa przez zwodnicze ujęcie przeciwnika. Kobieta z odsłoniętymi piersiami spotykała bohatera, ten odwracał wzrok i w ten sposób padał z ręki wroga. Istniały dwie główne odmiany tej historii. W pierwszej widok kobiecych piersi uspokajał wrogich wojowników. W drugiej naga kobieta koiła wściekłego męża, a sama często okazywała się czarodziejką, której magiczna moc zmuszała przeciwników do kapitulacji. Badacze tłumaczą to wykorzystaniem relacji między płciami jako narzędziem akulturacji. Męscy bohaterowie reprezentowali naturę i czystą żądzę mordu, podczas gdy kobiety stały po stronie cywilizacji i socjalizujących sił. Kobieca postać wciągała wojownika z powrotem w porządek społeczny, poskramiając chaos i wojnę.

Podobne wątki przewijają się w folklorze arabskim, a także wśród Awarów i w Azji. Czasem opowieści mówią o zawodach między zalotnikami a kobietą, która w wyścigu konnym czy zapasach pokonywała rywala właśnie przez obnażenie. Inne warianty pokazują matkę broniącą młodszego syna przed agresją starszego, jak w legendzie o Dżyngis-chanie, która ma analogie w podaniach Brytów i historycznej opowieści armeńskiej. Anasyrma stawała się wówczas lekarstwem na bratobójcze waśnie. Bywała też strategią obrony przed nieznanym, groźnym przeciwnikiem. W tym wariancie kobiety wysyłano naprzód, by uniknąć otwartego starcia.

Najwyraźniej ten trzeci wariant zachował się w tradycjach indoeuropejskich, a u Greków poświadczono go aż dwukrotnie. W micie o Bellerofonie heros zbliżał się pieszo do pałacu króla Likii Jobatesa. Nikt nie potrafił go zawrócić, więc kobiety z Ksantos podciągnęły spódnice aż do pasa i wybiegły mu naprzeciw. Ofiarowywały się wszystkie naraz i każda z osobna, byle tylko ustąpił. Skromny młodzieniec zawrócił i uciekł, a za nim cofnęły się nawet fale. Jobates pochwalił pomysłowość Ksantyjek i nakazał, by odtąd wszyscy mieszkańcy wywodzili swój ród od matek, a nie od ojców.

Również w „Iliadzie” Homera, a konktenie w księdze dwudziestej drugiej, znajdujemy ów motyw. Otóż Hekabe, matka Hektora i królowa Troi, desperacko próbuje powstrzymać syna przed pojedynkiem z Achillesem. Priam błagał bez skutku, więc ona sama, zalana łzami, obnażyła macierzyńskie łono i odsłoniła pierś. Wołała, by Hektor miał wzgląd na to łono, które koiło jego dziecięce płacze. Choć w poemacie gest nie zadziałał, intencja była oczywista. Opierała się na obyczaju powstrzymywania mężczyzn od walki przez obnażenie.

Okazuje się, że nagość stawała się często bronią i pojawiała przeciwko mieczom. Czy to zawsze działało? Wiem już, że nie zawsze. Co ciekawe, współcześnie również zdarzają się takie historie, ale o tym może innym razem.

, , , , , , , , , , , , , , ,

14/04/2026

Cofająca się płat lodowy Lendbreen w górach Jotunheimen w Norwegii, po raz pierwszy zainteresował archeologów w 2011 roku. Powoli, lecz nieubłaganie znikający lód odsłania przedmioty organiczne wykonane z drewna, skóry, kości i wełny, które ludzie gubili lub pozostawiali do 6 tys. lat temu. Ale jedno znalezisko wywołało szczególną konsternację. To drewniana skrzynka z wciąż mocno przykręconym wiekiem.

Różnorodność przedmiotów znalezionych w górach Jotunheimen jest zdumiewająca. Archeolodzy nie muszą nawet specjalnie szukać, bo artefakty leżą wprost na kamieniach, albo na resztkach lodu. Często wyglądają, jakby ktoś je przed chwilą odłożył i miał zaraz wrócić po swoją rzecz. Wrażenie jest tak przemożne, że badacze czasami mimowolnie rozglądają się za właścicielami tych przedmiotów, pomimo że przeminęli setki lub tysiące lat temu.

Wśród znalezisk znajdują się włócznie wikingów, łuki, strzały, tunika wykonana z wełny, rakiety śnieżne, rękawice, buty, laski, noże, smycze dla psów, a nawet szczątki psa i zwierzyny łownej. W ciągu dziesięciu lat, odkąd archeolodzy przemierzają dzikie, puste obecnie połacie gór, zebrali aż… 6 tys. artefaktów! Tylko w listopadzie ubiegłego roku na zboczu góry Jotunheimen zebrali 70 grotów strzał, odzież i kości reniferów. Analiza znalezisk pozwoliła ustalić, że najstarsze pochodzą z 4100 r. p.n.e., a najnowsze z 1300 r. n.e.

Ale największą ciekawość wzbudziło zamknięta skrzynka. Jakie skarby zawiera? W pierwszej kolejności archeolodzy przepadali materiał, z którego wykonano pojemnik. Metoda radiowęglowa ujawniła, że został wykonany z drzewa sosnowego mniej więcej pomiędzy 1475 a 1635 rokiem, czyli 500 lat po symbolicznym końcu ery wikingów, tj. śmierci króla Norwegii Haralda Srogiego z rąk Anglosasów w bitwie pod Stamford Bridge z 1066 roku. Ale to wcale nie umniejszyło wartości znaleziska. Wciąż do zbadania pozostawała zawartość skrzynki.

Badacze otworzyli pudełko, ale w środku znaleźli jedynie pozostałości jakieś substancji i coś w rodzaju patyka wykonanego z białawej masy. Konieczne były dalsze badania.

Muzeum Historii Kultury w Oslo zleciło analizę materiałów organicznych. Okazało się, że biaława substancja to... pszczeli wosk. Z kolei pozostałości „patyka” to po prostu świeca. Rozczarowani? Dziś może nam się wydawać, że to nic specjalnego, ale dla badaczy znalezisko z lodów Lendbreen ma wielką wartość. Dlaczego?
Drewniane pudełko umożliwiało transport długich świec z wosku pszczelego. Zarówno w erze wikingów, jak i później, świece były towarem drogim, znacznie cenniejszym niż współcześnie. Skrzynek używano do transportu cennej zawartości pomiędzy sezonowymi gospodarstwami.

Był to praktyczny aspekt norweskiej praktyki seterbruk, czyli letniego używania pastwisk. Rolnicy przenosili swoje zwierzęta gospodarskie z domostw, w których przebywały zimą, na dalsze, letnie pastwiska, gdzie mogli je wypasać. Świece były więc ważnym zasobem, bo po przybyciu do swoich letnich gospodarstw, stanowiły dla pasterzy jedyne źródło oświetlenia w nocy.

Prawdopodobnie ówcześni mieszkańcy zabierali na długą wędrówkę jedynie najpotrzebniejsze, lekkie rzeczy, a skrzynie na świece były bardzo istotnym elementem wyposażenia. Znalezisko jest bardzo cenne, bo to świadectwo życia zwykłych ludzi, a ponieważ ręcznie wykonane pudełko i jego zawartość są pochodzenia organicznego, artefakt jest jeszcze ważniejszy. Tego typu przedmioty po prostu rzadko mają szansę dotrwać do naszych czasów. Tym razem udało się odnaleźć i zachować dla potomnych jeden z nich.

13/04/2026

Jednym z najbardziej żywych obrazów w naszej wyobraźni na temat wikingów jest ich pogrzeb, podczas którego ciało umieszczano na łodzi swobodnie puszczanej na gładkiej tafli jeziora i następnie podpalanej płonącą strzałą z łuku.

W przeciwieństwie do wielu mitów o wikingach, ten jest częściowo prawdziwy, ale był to pochówek zarezerwowany dla bardzo bogatych i znacznych osób; władców, królów, najdzielniejszych wojowników.

W niektórych przypadkach łodzie były wypychane w morze i palone, a w innych wiking był umieszczany w statku, który zakopywano wraz z osobistym, często najcenniejszym dobytkiem. Jednym z nielicznych, współczesnych odkryć tego typu jest pochówek łodziowy, na który natrafiono w okręgu Ostfold w południowo-wschodniej Norwegii. Znalezisko jest wyjątkowe, bo w całym kraju zachowały się ślady zaledwie trzech pochówków tego typu.

Być może łódź z Ostfold przetrwała, bo kopiec, pod których została umieszczona, został wieki temu splantowany i zaorany. Paradoksalnie dzięki temu pochówek uniknął całkowitego zniszczenia. Naturalnie znalezisko to budzi nadzieję, że może zawierać skarby i ważne artefakty. Jest jednak mało prawdopodobne, aby jakiekolwiek znaczące znaleziska archeologiczne pozostały nienaruszone, ponieważ wiele cmentarzysk wikingów zostało splądrowanych już w późnym średniowieczu i następnych wiekach. Ale nadzieja istnieje.

Odkrycie było wynikiem badań Norweskiego Instytutu Badań nad Dziedzictwem Kulturowym (NIKU). Zespół ekspertów współpracujących z lokalnymi władzami wykorzystał georadar, aby stworzyć skany gruntu pod powierzchnią. Okazało się, że łódź znajduje się zaledwie około pół metra pod ziemią.

Co udało się odkryć archeologom? Przede wszystkim około 20-metrowy kil i wiele drewnianych elementów łodzi. Na podstawie skanów badacze byli w stanie stwierdzić, że przynajmniej dolna część łodzi jest kompletna, ale nie można określić stanu statku i daty jego powstania bez dokładniejszych badań. W trakcie sprawdzania okolicy znaleziono także ślady kolejnych ośmiu kopców pogrzebowych i pięciu budynków z czasów wikingów. Co ciekawe, mimo że odkrycie pochodzi sprzed trzech lat, badacze nadal nie zdecydowali się odkopać łódź i dokładnie przebadać pozostałości pochówku. Na razie odbywają się jedynie badania nieinwazyjne.

Dlaczego badacze są tak ostrożni? Nauczyli się tego na własnych błędach. Jednym z najsłynniejszych norweskich odkryć z okresu wikingów jest tzw. łódź z Tune datowana na ok. 910 rok n.e., odnaleziona w 1867 roku we wnętrzu kurhanu a farmy Nedre Haugen niedaleko miasta Fredrikstad. Była to dobrze zachowana, blisko 22-metrowa łódź o szerokości ponad 4 metrów i 11 parach wioseł. Wykonano ją z drewna dębowego.

Pomimo że wykopaliskami kierował doświadczony profesor Oluf Rygha, podczas prac archeologicznych dopuszczono się karygodnych zaniedbań. Pośpieszne wykopaliska doprowadziły do poważnego uszkodzenia i zniszczenia łodzi oraz rozkradzenia wyposażenia grobowego z pochówku mężczyzny. Dziś pozostałości łodzi z Tune można oglądać w Muzeum Łodzi w Oslo.

Swoją drogą, w tym wyjątkowym obiekcie, który powstał specjalnie na potrzeby udostępnienia łodzi wikingów zwiedzającym, znajdują się jeszcze dwa niezwykłe statki skandynawskich wojowników, które miały więcej szczęścia do odkrywców i okoliczności odnalezienia zabytków. Ale o tym następnym razem.

, , , , , , , , , , , , , , , ,

10/04/2026

We wschodniosłowiańskiej tradycji ogień nie pojawił się sam z siebie ani przypadkowo. W folklorze tych ziem jego narodziny na ziemi musiały mieć swoje uzasadnienie. Jednocześnie jest to dość niezwykła plątanina legend w których Bóg, święci, diabły, komary i nawet personifikowane żywioły walczą o to, kto pierwszy dał ludziom ciepło i światło.

Weźmy na przykład historię z rejonu iziumskiego na Ukrainie. Otóż według tamtejszych podań, gdy Bóg stworzył ziemię, było na niej ciemno i pusto. Powiedział więc „niech stanie się słońce”. Gdy słońce się rodziło, resztki boskiego ognia spadły na ziemię i ukryły się w sekretnych miejscach. Ciemność udało się przegonić dopiero za sprawą świętych mężów, którzy odnaleźli płomyki boskiego ognia i dali je ludziom.

Bardziej zaskakująca jest legenda z Wołynia. Również w tej wersji Bóg stworzył ogień, lecz po uformowaniu człowieka uznał jednak, że zostawi gorące płomienie dla… siebie. Każdy może mieć jakąś słabość, prawda? Ale na otarcie łez Bóg wysłał ludziom iskrę, jednak nie po to, by człowiek gotował czy ogrzewał chatę, ale żeby uratować go przed… komarami! Człowiek wziął boską iskierkę, lecz użył ją w inny sposób, niż wymyślił to Najwyższy. Po prostu zapalił spróchniałe drewienko, a gdy powstał dym, to za jego pomocą odpędził natrętne owady.

Nie zawsze to Bóg jest stwórcą ognia. Do tego celu można użyć wspomnianych już świętych mężów. Pewne podanie ukraińskie przypisuje dar ognia świętemu Janowi, który usłyszał modlitwy ludzi drżących z zimna i skrzesał iskry, żeby mogli się ogrzać w mroźne dni. Święci mieli niegdyś rzeczywiście wielką moc, a kolejnym przykładem jest święty Eliasz, który piorunem raził samego diabła.
Opowieści przypominają też pierwszego z ludzi, chociaż już bez któregoś ze świętych w obsadzie. Otóż gdy diabeł kręcił się po świecie, schował się pod suchym drzewem. Piorun, chcąc go zabić, trzasnął w pień i drzewo stanęło w ogniu. Tak się złożyło, że niedaleko był Adam, który zobaczył co się dzieje i wziął sobie ogień. Inna wersja mówi, że po wypędzeniu Adama i Ewy z raju Bóg nasłał burzę z grzmotami. Diabeł, który ich skusił, schował się pod jesionem. Bóg uderzył piorunem i jesion zapłonął, a Adam zabrał ogień i do dziś go mamy na zawołanie. Kolejny wariant wyjaśnia, że piorun wpierw zapalił drewnianą chatę, ludzie zbiegli się, chwycili głownie i roznieśli ogień po domach i ziemiankach, przechowując go odtąd w popiele.

Na koniec zostawiłem pewną wersję znaną na Wyżynie Środkoworosyjskiej. W tym wariancie to Bóg stworzył ogień, ale potem zamknął go w kamieniu. Ta myśl była szeroko rozpowszechniona. W ukraińskiej bajce z Wołynia sam personifikowany Ogień, ratując się przed Wodą, schował się właśnie w kamieniu. Ludzie go tam odnaleźli i zaczęli używać na własne potrzeby. Woda jako śmiertelny wróg Ognia istniała w naszej świadomości już od dawien dawna. Swoją drogą, zwróciliście uwagę na wcześniejszy wątek „płonącego konara”? Wychodzi na to, że pewna telewizyjna reklama nie jest wcale oryginalna.

08/04/2026

Sowi nie był bogiem, choć bałtyccy poganie właśnie tak go nazywali i czcili jako przewodnika dusz w zaświaty. Sowi był pierwszym śmiertelnikiem i dzięki niemu znamy odpowiedź na pytanie, skąd u dawnych plemion wziął się zwyczaj palenia zmarłych na stosach.

Samo imię Sowi, spolszczone z litewskiego Šovėjas albo Sovėjas, dosłownie tłumaczy się jako „ten, który osusza" albo „ten, który ma kontakt z ogniem", a może nawet „ten, który rozpala ogień i spala". Pasuje to jak ulał do całej historii, bo Sowi każe piec śledziony dzika, a na końcu sam każe się wrzucić na wielki stos i spalić na popiół.

Cała ta dość dziwna opowieść przetrwała w staroruskim zapisie z początku XIII wieku, czyli w „Latopisie wołyńskim", który jest odpisem słynnej „Powieści minionych lat" Nestora. Znajduje się tam fragment zatytułowany „Wzór obłędu pogan, którzy Sowiego bogiem nazywają". Nie będę go przytaczał w oryginalnej wersji, bo jest dość zawiły. Posłuchajcie nieco uproszczonej. Otóż Sowi był zwyczajnym człowiekiem, który pewnego dnia upolował dzikiego wieprza. Wyrwał mu dziewięć śledzion, kazał je upiec synom, ale ci nie tylko mięso upiekli, ale też od razu zjedli. Sowi bardzo się rozgniewał, bo śledziona była uznawana za siedlisko magicznej wiedzy. Tym samym organy zwierzęcia będące kluczem do tajemnicy zaświatów, trafiły w ręce, a właściwie do żołądków, jego własnych dzieci.

Wściekły Sowi postanowił zejść do otchłani, krainy umarłych. Próbował przedostać się przez kolejne wrota, lecz przez osiem pierwszych nie zdołał przejść. Dopiero przy dziewiątych mu się udało i to tylko dzięki jednemu z synów, który zjadłszy śledzionę, posiadł część tajemnej wiedzy i wskazał ojcu właściwą drogę. Pozostali synowie byli wściekli na brata, więc żeby ich udobruchać podążył za ojcem.

Ów syn próbował znaleźć ojca, co mu się ostatecznie udało. W tym miejscu zacytujmy oryginał: „Gdy ojciec z nim wieczerzał, sporządził mu łoże i pogrzebał go w ziemi. Gdy nazajutrz wstali, zapytał, czy miał dobry pokój, lecz on zastękał: „och, objadły mnie robaki i gady". Na tym historia się nie kończy, bo dobry syn już następnej nocy złożył ojca w wydrążonym drzewie. Znów bez skutku, bo Sowiemu dokuczały pszczoły i komary. Dopiero gdy syn zbudował stos i spalił ojca, Sowi zaznał prawdziwego spokoju. W ten sposób ogień okazał się jedynym miejscem, gdzie umarły może naprawdę odpocząć. Od Sowiego ludy bałtyckie przejęły zwyczaj ciałopalenia, a on sam stał się w ich wierzeniach przewodnikiem dusz do krainy umarłych.

Mit bałtycki w pierwszym rzędzie tłumaczy, skąd się wziął zwyczaj palenia zmarłych i nadaje mu boską sankcję. Pozostałe wątki zostały jakby zepchnięte na dalszy plan, choć bez wątpienia były obecne w pierwotnej wersji. Uwagę zwraca fakt, że Sowi umarł jako pierwszy z ludzi, ale też pokazał, jak śmierć ma wyglądać u ówczesnych ludów. Ciało nie powinno znaleźć się w ziemi z robakami, ani w drzewie z owadami, tylko w oczyszczającym ogniu, który daje pokój. Od tamtej pory Bałtowie palili swoich zmarłych, a przynajmniej tak kończy się ta opowieść.

07/04/2026

Biografia Haralda pozostaje niepewna, ponieważ zachowane relacje o jego życiu zostały spisane około trzech wieków po jego śmierci. W istocie, choć można napisać szczegółową relację o Haraldzie jako postaci ze średniowiecznych sag islandzkich, równie dobrze można twierdzić, że taka postać historyczna w ogóle nie istniała. Faktem jest natomiast, że Harald Pięknowłosy jest przedstawiany przez średniowiecznych historyków islandzkich jako pierwszy król Norwegii.

Jeśli jesteście fanami serialu „Wikingowie”, to być może pamiętacie, że Harald Pięknowłosy pojawił się w czwartym sezonie, ale warto wiedzieć, że historycznie nie mógł być towarzyszem wypraw Ragnara, chyba że jako chłopiec. Ragnar umarł w 865 roku, a Harald miał wówczas zaledwie dziesięć lat.

Dziesięcioletni Harald był już wtedy doświadczony przez los. Pięć lat wcześniej jego ojciec Halfdan Czarny Gudrodsson jadąc saniami wpadł pod lód na jeziorze Randsfjorden, a chociaż mężczyznę udało się wyciągnąć na brzeg, był już martwy. Za życia Halfdan wiele wojował i zdobył kontrolę nad czterema królestwami, zabijając ich władców lub przejmując stery władzy intrygami. Kiedy Gudrodsson utopił się w zimnych wodach Randsfjorden, wodzowie podbitych księstw nie mogły dojść do porozumienia gdzie go pochować. Wreszcie uradzono, że ciało zostanie… poćwiartowane i każde z księstw dostanie jeden z krwawych fragmentów.

Harald był właściwie dzieckiem, stracił ojca i musiał wcześnie objąć władzę po ojcu. Nie miał czasu na żałobę, bo sąsiednie królestwa, które hamował strach przed Halfdanem, mogły w każdej chwili wysłać swoje wojska do ataku na osłabionego hegemona. Tak się rzeczywiście stało i w 860 lub 861 roku młody Harald oraz jego protektor, regent i stryj Guthorm, musieli w Vestfoldzie odpierać atak sąsiada. Był nim Gandalf z Ostfoldu wraz ze swym synem Hake.

Atak nastąpił z dwóch stron, czyli zarówno od morza, jak i z lądu. Siły lądowe pod wodzą Hakego liczyły 300 ludzi. Łącznie przeciwników było dwa razy tyle. Wróg został pokonany, ale to była dopiero jedna i to wcale nie najważniejsza z nadchodzących bitew i potyczek. Po zdyscyplinowaniu wasali, w 866 r. Harald dokonał pierwszego z serii podbojów wielu drobnych królestw, z których składała się cała Norwegia, w tym szwedzkiego Varmlandu, który przysięgał wierność szwedzkiemu królowi Erykowi Eymundssonowi. W 872 r., po wielkim zwycięstwie pod Hafrsfjord koło Stavanger, Harald został królem całego kraju, rządząc później ze swoich siedzib w Avaldsnes i Alrekstad.

Ale całe to podbijanie i morze krwi, którą Harald wytoczył z niezliczonych przeciwników, zaczęło się właściwie od historii… miłosnej. Będąc jeszcze bardzo młodym człowiekiem, władca wysłał posłów z propozycją małżeństwa do Gydy, córki Eirika, króla Hordalandu. Ponoć wyniosła Gydy powiedziała, że nie poślubi byle kogo, a już na pewno jakiegoś Haralda, chyba że zostanie "królem całej Norwegii".

Harald został też nakłoniony do złożenia ślubu, że nie będzie obcinał ani czesał włosów, dopóki nie zostanie jedynym królem Norwegii. Kiedy dziesięć lat później mógł wreszcie ożenić się z Gydy i pozbyć z głowy wieloletnich kołtunów, zamienił przydomek ze "Splątane włosy" (Haraldr lúfa) na ten, pod którym jest najbardziej znany. Czy ta historia jest prawdziwa, nie możemy stwierdzić na pewno, ale biorąc pod uwagę, że król miał od 8 do 20 dzieci z różnymi żonami, bez wątpienia dość swobodnie traktował instytucję małżeństwa.

Adres

Daszyńskiego 153
Gliwice
44-100

Telefon

+48322304560

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Nihil Novi Censored umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Nihil Novi Censored:

Udostępnij

Kategoria