Nihil Novi Censored

Nihil Novi Censored Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Nihil Novi Censored, Odzież (marka), Daszyńskiego 153, Gliwice.

Dobra, sierpień na horyzoncie.Więc pokazujemy, co przygotowujemy na tegoroczną REAKCJA SŁOWIAŃSKA Swoją drogą. Już po ra...
16/07/2026

Dobra, sierpień na horyzoncie.

Więc pokazujemy, co przygotowujemy na tegoroczną REAKCJA SŁOWIAŃSKA

Swoją drogą. Już po raz czwarty.

Tak, wiemy.
Na Reakcję jedzie się po koncerty, ludzi, ogień i to, co zabrali ze sobą goście z Browaru Bury 🍻

Ale kiedy kurz opada, dobrze mieć coś, co zostaje z Tobą dłużej...

Tegoroczny wzór to:
🔥Reakcja Słowiańska: Biesiada🔥

Jeśli wybieracie się na Reakcję to już 23 lipca będziecie mogli zamówić tegoroczny merch. W sklepnihilnovi.pl

A jeśli nie jedziecie, to wejdźcie na REAKCJA SŁOWIAŃSKA i przemyślcie sprawę jeszcze raz 🔥

14/07/2026

Finał MŚ 2026 już w najbliższą niedzielę, 19 lipca, ale bez reprezentacji Norwegii, która odpadła z rywalizacji. To nie znaczy jednak, że wyczerpaliśmy temat, bo mamy dla Was jeszcze kilka ciekawostek z wikingami w tle. Posłuchajcie.

Norweska reprezentacja i sam Erling Haaland stali się globalnym fenomenem również dzięki narracji i nawiązaniom do wikingów w czasie Mundialu 2026, co rozniosło się po świecie jak dawne najazdy po fiordach. Kibice i zawodnicy pokochali na przykład tzw. viking row. Chodzi o zabawę, gdy wszyscy widzowie siadają i udają, że wiosłują na drakkarze, z bębnem w tle oraz gromkimi okrzykami, co momentalnie stało się viralem. Filmiki z tego „wiosłowania”, na którym widzimy tysiące osób wykonujących w rytmie bębna rytmiczne ruchy wirtualnym wiosłem, robią wrażenie. Google poszło zresztą o krok dalej i przygotowało easter egga, dzięki któremu po wpisaniu Erling Haaland lub Viking Row na dole ekranu pojawiali się animowani wikingowie wiosłujący w rytm bębna, z opcją stukania w wirtualny instrument! Pomysł na viking row nie wyszedł jednak od Haalanda.

Zabawa została wymyślona przez Olego Frøystada, znanego w internecie jako Mr. Row Row, który przedstawił pomysł norweskiemu klubowi kibiców Oljeberget pod koniec 2025 roku. Wiosłowanie się spodobało, a kibice po raz pierwszy użyli go podczas towarzyskiego meczu z Szwajcarią w marcu 2026 roku.
Skoro temat wikingów zaskoczył, to norweska drużyna poszła na całość i zorganizowała słynną już sesję zdjęciową zatytułowaną „The Vikings Are Coming” we współpracy z fotografem Davidem Yarrowem. Zawodnicy pozowali w autentycznych strojach wikingów uzbrojeni w tarcze i miecze na tle fiordu z drakkarami w oddali, a Haaland rzeczywiście wyglądał jak urodzony wiking.

Całość była pięknym nawiązaniem do powrotu Norwegii na Mundial po dwudziestu ośmiu latach nieobecności. Przy okazji udało się chyba pokazać, że piłka nożna potrafi łączyć sport z historią w sposób, który bawi i inspiruje jednocześnie. W sieci zaroiło się od memów i filmów generowanych przez sztuczną inteligencję, w których Haaland prowadzi armię wikingów na Anglię, a niektórzy żartobliwie pytali, czy przypadkiem nie ma jakiegoś słynnego przodka z ery podbojów wojowników Północy.

Technicznie rzecz biorąc Haaland jest jednak… Anglikiem, bo urodził się w Leeds w Anglii. W tym czasie jego ojciec grał w Premier League, a mały Erling spędził w Wielkiej Brytanii swoje trzy pierwsze lata życia. Później rodzina wróciła do Bryne, czyli małego miasteczka liczącego około trzynastu tysięcy mieszkańców na Jæren koło Stavanger. Bryne jest stosunkowo nową osadą, która rozwinęła się od tysiąc osiemset siedemdziesiątego ósmego roku wokół stacji kolejowej, ale cały region Jæren i Rogaland ma bogatą historię wikingów oraz średniowiecza pełną farm, archeologicznych znalezisk i powiązań z sagami.

Sama nazwa Bryne ma stare nordyckie korzenie wywodzące się od słów oznaczających kant lub skarpę oraz naturalną łąkę, co idealnie oddaje krajobraz. Erling Haaland zresztą często podkreśla swój lokalny patriotyzm, o czym wspominaliśmy już w poprzednim artykule. Na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Otóż pan piłkarz ma na swoim koncie również rolę głosową w animowanym filmie dla dzieci pt. „Viqueens”. Haaland podkłada głos wikinga, co przecież idealnie wpisuje się w cały ten nordycki klimat.

, , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Mamy słabość do tych Replikowych okładek ❤️‍🔥Weles, Pradrzewo, Zielarka, Demonologia, Rusałka, a teraz z zielonego kręgu...
14/07/2026

Mamy słabość do tych Replikowych okładek ❤️‍🔥

Weles, Pradrzewo, Zielarka, Demonologia, Rusałka, a teraz z zielonego kręgu wychodzi kot 🐈‍⬛

Czarny, podejrzanie spokojny i zdecydowanie nieprzypadkowy. 21 lipca wypatrujcie w sklepnihilnovi.pl i replika.eu

A oto bohater wyciągnięty prosto z okładki "Baśnie i bajki o kotach" Jacka Kabata – nowości z bestsellerowej serii WIERZENIA I ZWYCZAJE, która już 5 sierpnia trafi na rynek!

Zarówno nowy wzór jak i książka to absolutne must-have dla kociarzy!

Tradycyjnie będzie możliwość nabycia pakietów książka + koszulka! 😉

10/07/2026

Zauważyliście stylizowane na runy numery i nazwiska piłkarzy Norwegii? To nie przypadek. Na murawę wychodzi drużyna, która nie ma wyglądać jak typowa piłkarska kadra, lecz grupa wojowników gotowych do boju. Widzieliście już zapewne jak… wiosłują. To też nie jest przecież przypadek, tylko piękne odwołanie do spuścizny wikingów. Ale wróćmy do strojów.

Czerwone koszulki zdobi klasyczny, potężny granatowy krzyż obwiedziony białą obwódką. To ten sam nordycki krzyż z flagi Norwegii, który od razu przywołuje skandynawską dumę i tożsamość. Być może nie zauważyliście, że na granatowym tle kryje się również subtelny, geometryczny wzór, nawiązujący zresztą do dawnych rzemieślniczych tradycji wikińskich.

Na piersi pod sercem i na plecach koszulek pojawiły się numery zapisane ostrą czcionką mocno inspirowaną runicznym dziedzictwem. Arabskie cyfry i runy? Czemu nie? To zresztą nie są dosłowne runy starszego futharku, ale ich stylizowana, geometryczna wersja, kojarząca się z runicznymi kamieniami i wikińskimi inskrypcjami. Nike nadało jej nazwę „Taakeferd”, co w tłumaczeniu oznacza „podróż przez mgłę” – to inny projekt niż wcześniejszy font „Harald Typeface”, użyty w poprzednich kolekcjach reprezentacji. Efekt rzeczywiście jest piorunujący, a zawodnicy wyglądają, jakby wyszli prosto z Heimskringli.

Skoro mamy nawiązania do wkingów, to dlaczego krzyż? Ten symbol na piersi przypomina o chrześcijańskiej Norwegii i świętym Olafie (Olavie Haraldssonie), czyli wielkim królu, który w XI wieku chrystianizował kraj, chociaż z mieczem i pochodnią w dłoni. Warto dodać, że Olaf zginął w bitwie pod Stiklestad w 1030 roku, a jego relikwie stały się fundamentem katedry w Nidaros (dzisiejszy Trondheim). Do dziś jest patronem Norwegii, a jego saga, spisana przez Snorriego Sturlusona w XIII-wiecznej Heimskringli, pozostaje jednym z najważniejszych źródeł wiedzy o epoce wikingów.

Wspomniana już runiczna stylizacja na piersi i plecach odwołuje się do znacznie starszej, pogańskiej tradycji. Starszy futhark, używany od II wieku n.e., składał się z 24 znaków i służył nie tylko do pisania, ale także do magicznych rytuałów. Runy ryto na broni, kamieniach nagrobnych i amuletach, by zyskać ochronę bogów. Najsłynniejsze przykłady to kamienie runiczne z Jelling w Danii czy szwedzkie inskrypcje upamiętniające dalekie wyprawy wikingów aż po Bizancjum, a także runiczne znaleziska z samej Grenlandii, pozostawione przez nordyckich osadników.

Ciekawostką jest też nawiązanie do kościołów słupowych. Najstarsze z nich, jak ten w Urnes, pochodzą z XII wieku i łączą w sobie pogańskie motywy, czyli smoki, węże i plecionki, z chrześcijańską architekturą. W takich miejscach stare i nowe wierzenia splatały się w jedno, tworząc unikalną norweską tożsamość. Dokładnie tak, jak na tych koszulkach, gdzie mamy krzyż i runy obok siebie. Norwegowie nie odrzucają swojego dziedzictwa, a raczej jej przyjmują i tworzą z niego swoją współczesną tożsamość. I pokazują to z dumą również na sportowym gruncie.

Nihil x Castle Party 🔥Tak, maczaliśmy w tym palce.Przygotowaliśmy wzór dla Castle Party Festival, więc jeśli będziecie n...
09/07/2026

Nihil x Castle Party 🔥

Tak, maczaliśmy w tym palce.

Przygotowaliśmy wzór dla Castle Party Festival, więc jeśli będziecie na festiwalu - rozglądajcie się za koszulkami na miejscu.

Będzie też kilka wybranych przez ekipę Castle Party wzorów Nihila.

Dla jasności: naszego stoiska tam nie będzie.

Koszulki znajdziecie na stoisku z oficjalnym merchem Castle Party - razem z rzeczami przygotowanymi specjalnie na festiwal.

Udanych łowów 🖤

PS Wzór jest inspirowany pewną historią, ktoś wie jaką? 😉

08/07/2026

Dziś będzie nietypowo. Zacznijmy od tego, że Erling Braut Haaland, czyli najsłynniejszy obecnie reprezentant drużyny piłkarskiej Norwegii, to nie tylko maszyna do strzelania goli. To gość, który wygląda jakby wyszedł prosto z sagi, ale nie chodzi wyłącznie o cechy fizyczne. Na trwających właśnie Mistrzostwach Świata 2026 w USA, Meksyku i Kanadzie Norwegia po 28 latach wreszcie wróciła na wielką imprezę, a Haaland jest jej flagowym wojownikiem. Mniej osób wie, że poza boiskiem Haaland również pokazuje charakter nordyckiej dumy. Otóż całkiem niedawno, w grudniu zeszłego roku, Erling wraz z ojcem Alfie, zresztą byłym piłkarzem, kupił na aukcji jedyny zachowany w prywatnych rękach egzemplarz pierwszego drukowanego norweskiego wydania Heimskringli z 1594 roku.

Pan piłkarz wydał na ten unikat 1,3 miliona koron norweskich. Na nasza walutę to będzie około… pół miliona złotych! Jednocześnie jest to rekordowa suma za książkę w Norwegii. Co najciekawsze, Haaland nie postawił tego absolutnego białego kruka w gablocie w swoim domu, tylko podarował dzieło bibliotece w Bryne, miasteczku w gminie Time, gdzie dorastał. Dodatkowo z warunkiem, że będzie eksponowana i dostępna dla publiczności. Przyznacie, że nie jest to oczywiste zachowanie w świecie piłkarskich gwiazd.

Warto jeszcze wyjaśnić, czym w ogóle jest ta pozycja. Heimskringla („Krąg Świata” albo „Kręgi Ziemi”) to jedno z najważniejszych dzieł literatury skandynawskiej. Spisał je na początku XIII wieku islandzki uczony, poeta i historyk Snorri Sturluson (ok. 1179–1241), którego zresztą często przywołujemy w naszych artykułach. Heimskringla jest zbiorem szesnastu sag o norweskich królach, poczynając od legendarnych początków, czyli Ynglingów, potomków samego Odyna, po czasy bardziej historyczne. Najsłynniejsza część to saga o Olafie Haraldssonie, św. Olafie, który mieczem i ogniem, i to dosłownie, nawrócił Norwegię na chrześcijaństwo na początku XI wieku. To opowieść o wojownikach, zdradach, bitwach, ambicjach i o tym, jak pogańska Skandynawia stała się chrześcijańską królestwem.

Wracając do nośnika, to wydanie z 1594 roku jest jednocześnie pierwszym drukowanym norweskim wydaniem tłumaczenia dokonanego przez duńskiego uczonego Mattisa Størssøna. W czasach, gdy drukarnie w Norwegii jeszcze nie istniały, książka wyszła w Kopenhadze. Dziś jest to bezcenny zabytek. Można powiedzieć, że to most między średniowieczem a nowożytnością i między ustną tradycją sag a drukowanym słowem.

Musze jeszcze dodać wypowiedź samego darczyńcy, bo też jest specyficzna. Otóż Haaland, mówiąc o darowiźnie, przyznał szczerze: „Sam nigdy nie byłem wielkim czytelnikiem, ale chcę, żeby książka leżała otwarta, żeby ludzie mogli czytać o tych, którzy byli tu przed nami – z Bryne i Jæren”. I zapowiedział konkurs czytelniczy dla młodzieży w gminie.

Pamięć. Tradycja Te rzeczy są ważne, a Haaland dał dowód, że to rozumie. Jak już pisałem, wspaniały gest i to taki, na który niewielu byłoby stać, i nie mam na myśli wyłącznie pieniędzy.

07/07/2026

Zanim nastała era Lewandowskiego piłka była gałą wykonaną ze świńskiego pęcherza wypełnionego trawą lub słomą, a drużyny liczyły nawet po kilkuset zawodników. Strzelano do miejskich bram, natomiast mecze bywały tak zażarte, że czasami miasta zostawały zniszczone. Współcześni kibole nie dorastają do pięt średniowiecznym.

Piłkę nożna od najstarszych wieków praktykowano w wielu kulturach, nawet wśród Aborygenów i Eskimosów. Znali ją również Celtowie i Wikingowie. Starożytni Rzymianie byli wielkimi fanami sportu znanego jako harpastum (pochodzącego od greckiego episkyros), czyli gry polegającej na umieszczeniu piłki poza końcową linią boiska. Różnica polega na tym, że piłkę można było kopać albo biec z nią w rękach, dlatego do harpastum przyznaje się również współczesne rugby.

Harpastum było bardzo popularne wśród legionistów i to dzięki nim rozpowszechniło się na terenie całego Imperium. Dzisiejsze gwiazdy piłki nożnej nie przetrwaliby nawet połowy meczu, ponieważ legioniści grali bardzo ostro. Przeciwnika można było zatrzymać siłą i walczyć z nim o pęcherz lub skórzany wór służący za piłkę. Obalanie również było dozwolone, tak samo jak duszenie. Rannych i nieprzytomnych odciągano na bok, żeby gra mogła toczyć się dalej. Z racji dużej rotacji zawodników (już wiecie dlaczego) zespoły mogły liczyć od pięciu do około trzydziestu zawodników.

Może Was to zdziwi, ale tak jak i dziś doceniano zdrowotne aspekty piłki nożnej. Jak doskonałe ćwiczenie sprawnościowe i wydolnościowe zalecał ją na przykład rzymski lekarz, badacz i pisarz Galen, któremu średniowiecze, a nawet jeszcze odrodzenie, zawdzięcza rozwój nauk medycznych.

Jednak to na Wyspach Brytyjskich gry piłkarskie stały się niemal narodową rozrywką na wiele wieków wcześniej nim Europa zakochała się w mundialu. Wedle angielskich przypowieści prawzorem futbolu był brytyjsko-celtycki zwyczaj triumfalnego kopania odciętych głów zabitych rzymskich żołnierzy na początku czasów historycznych. Według jednej z legend, przy końcu pierwszego tysiąclecia w mieście Chester Anglosasi pokonawszy Duńczyków urządzili zawody, kto silniej i dalej kopnie głowę pokonanego przeciwnika.

Nie wiemy, jakie dystanse osiągano, ale zabawa musiała być przednia skoro z czasem wprowadzono dodatkowych zawodników, a z powodów praktycznych zrezygnowano z kopania głów. W miastach grano w różne odmiany futbolu ludowego (ang. mob football), ale nie miał jak dzisiaj ścisłych reguł, co w praktyce oznaczało, że podczas gry nacierały na siebie dwie masy liczące nawet po kilkuset zawodników. Grano na ulicach miast, zatem infrastruktura miejska była w opałach. Z tego powodu sport ten był wielokrotnie zakazywany edyktami królewskimi, kościelnymi i miejskimi.

Na obszarach wiejskich zawody miały prawdopodobnie inne podłoże i związane były z… ubojem krów. Jednym z niewykorzystanych odpadów były pęcherze moczowe, które napełniano wodą i organizowano różne wyzwania. Trzeba było na przykład wyrwać komuś śliską gałę z rąk lub donieść do drzewa. Nie obywało się bez bójek i walk. W średniowiecznych kronikach zachowały się wpisy piętnujące te proste rozrywki, bo feudałowie i Kościół szybko dostrzegli, że gry odrywały od słusznej pracy i obowiązków. Pierwszy zakaz gry wydano w Anglii w 1477 roku. Co ciekawe na spisanie zasad gry w piłkę trzeba było czekać kilka kolejnych wieków. Nastąpiło to dopiero w 1845 roku w mieście Rugby w środkowej Anglii. Nie mylicie się, nazwa miasta przypadła całej dyscypliny sportu. Piłka nożna wydzieliła się z niej później. Ale to już zupełnie inne dzieje.

05/07/2026

Wzgórze nad Wisłą, które górowało nad wodami i mokradłami, było bezpiecznym miejscem, żeby na nim osiąść. Być może, zanim na wapienną skałę jurajską dominującą nad okolicą trafili w epoce paleolitu ludzie, zamieszkiwała już tam pewna poczwara. Opowieści o tym stworze pojawiły się mniej więcej w okresie wczesnego średniowiecza, czyli około VII stulecia n.e.

Wiemy na pewno, że u schyłku pierwszego tysiąclecia Wawel nabrał znaczenia jako ośrodek władzy politycznej, a w IX wieku był już głównym grodem Wiślan. To z tego miejsca rządził pierwszy historyczny władca Polski – Mieszko I z rodu Piastów, oraz jego nie mniej sławni następcy: Bolesław Chrobry i Mieszko II. A co ze smokiem? Posłuchajcie.

Ponoć smok rzeczywiście mieszkał w jaskini pod wzgórzem zamkowym, chociaż nikt dokładnie nie wie, kiedy gad pojawił się na Wawelu. Smok, jak to smok, robił to, co smoki robią zazwyczaj: odgryzał chłopom kończyny — jeśli zbyt wolno uciekali z pól, regularnie palił zasiewy ognistym oddechem, pożerał bydło, a i drobiem nie gardził — o ile było w dużych ilościach. Od czasu do czasu brał też na ząb jakąś dziewicę.

W końcu legendarny król Krak uznał, że tak dalej być nie może, bo i bydła szkoda, kurczaków żal, no i dziewic ubyło, że aż strach. Król zaoferował hojną nagrodę za ubicie potwora: worek złota, część królestwa i rękę księżniczki – oczywiście z całą resztą księżniczki na dodatek. Gdy wieść się rozeszła, do Krakowa zaczęli przybywać najdzielniejsi rycerze. Jednak żaden z nich nie był w stanie zabić bestii. Mało tego! Smok tylko bardziej się rozzłościł, bo ciężko mu było wydobyć jeszcze gorące przekąski z metalowych puszek.

Król zaczynał tracić nadzieję, a i rycerze zaczęli się kończyć, gdy nagle do wrót zamku zastukał miejscowy szewc Skuba. Szewc nie bardzo wyglądał na wojownika. W zasadzie był zwykłym chłopcem w pocerowanych porciętach. Nie miał też konia, zbroi, miecza, okutej stalą tarczy i całego tego rycerskiego ekwipunku, który zazwyczaj musi dźwigać giermek.

Jednak zamiast stali i mięśni, Skuba miał coś cenniejszego: spryt i inteligencję. Szewczyk wpadł na pomysł, jak podstępem pokonać smoka. W tym celu napełnił owczy kożuch siarką i położył go na noc pod smoczą jamą. Kiedy potwór się obudził i zobaczył potencjalne śniadanie, skorzystał z okazji i połknął fałszywą owcę. Nie minął nawet kwadrans, a siarka zaczęła go potwornie palić smoka od środka.

Bestia rzuciła się na brzeg Wisły. Smok pił, pił i pił, aż... wybuchł gejzerem wnętrzności i innych paskudnych szczątków. Tak skończyło się długie i wcale nie najgorsze gadzie życie. Na pamiątkę tej historii przed prawdziwą jaskinią pod Wawelem stanął pomnik ziejącego ogniem smoka, chociaż to akurat jest pewne nieporozumienie, bo przecież pomnik należy się po stokroć dzielnemu szewcowi, a nie przebrzydłej poczwarze z piekła rodem.

I jeszcze jedno. Przy wejściu do Katedry Wawelskiej, na grubym i pordzewiałym łańcuchu, wiszą ogromne kości. Legenda głosi, że należały do Smoka Wawelskiego, a jeśli spadną, wawelskie wzgórze zapadnie się pod ziemię i rozpocznie się koniec świata. Jeśli będziecie przypadkiem na Wawelu, rzućcie okiem, jak tam stan łańcuchów, i dajcie nam znać, czy mamy szykować się na najgorsze. Miłego dnia!

03/07/2026

My mamy swoje gruszki na wierzbie, a w średniowieczu na drzewach rosły tłuste gęsi. Nie wierzycie?

Anonimowy angielski rycerz (tak się przedstawiał w dziele pod tytułem „Podróże Jana z Mandeville”) opisał swoją podróż „dookoła świata”. Dzieło napisane w mieszance anglosaksońskiego i normandzkiej francuszczyzny zostało przetłumaczone na wiele języków i przez kilka stuleci cieszyło się niezwykłą popularnością, chociaż na polskie tłumaczenie musieliśmy czekać aż do XXI wieku.
W roku 1322 Sir John Mandeville, angielski rycerz z St. Albans, wyruszył z pielgrzymką do Ziemi Świętej, a następnie przez lat z górą dwadzieścia przewędrował całą Azję, docierając do Indii, Chin oraz Indonezji, po powrocie zaś szczegółowo opisał wszystko, co zobaczył. A widział niemało. W swoim traktacie wspomina między innymi o wspaniałej roślinie, którą spotkał w królestwie zwanym Caldihle w Górnych Indiach.

Kiedy rozetniesz owoc tego niezwykłego przedstawiciela flory, znajdziesz „niewielkie zwierzę z mięsa, kości i krwi - jak małe jagnię, ale bez futra”. Zarówno owoc jak i zwierzę są jadalne. Sir John spróbował tego specjału i uważał, że jest wyjątkowo smaczny. Przypominał mu zresztą podobne cudo, które pochodzi z jego ziem, czyli pewien rodzaj gęsi.

Według bestiariusz z biblioteki Bodleian gęsi bernikle są dziełem natury, które „zaprzeczają jej prawom” ponieważ, choć są zasadniczo kuzynem gęsi domowej, rosną na… sosnowych kłodach unoszących się w morskiej wodzie. W ten sposób chronią się przed drapieżnikami i dorastają w pąkach do czasu, aż są w pełni rozwinięte. Tłuste gęsi spadają wówczas do wody i mogą odlecieć ku swoim sprawom.

W średniowieczu przekonanie, że bernikle nie są „ani ciałem, ani nie rodzą się z ciała” miało niemałe znaczenie, bo dzięki temu zostały dopuszczone do spożycia w dni, kiedy Kościół zabraniał… jadania mięsa. W „The Herball or Generall Historie of Plantes” z 1598 roku, czyli 1500-stronicowym dziele Johna Gerarda, słynnego botanika i projektant ogrodów, znajdziemy nawet solidnych rozmiarów „drzewo gęsiowe” spotykane na nadmorskich skarpach. Może zatem warto wybrać się do Irlandii po szczepkę?

Sir John Mandeville pisał w rzeczywistości o Kaczenicy (Lepas). Nie jest to przedstawiciel ptaków, ale rodzaj osiadłych stawonogów. To ze względu na charakterystyczny kształt przypominający nieco pisklęta gęsi uważano je w średniowieczu za formy rozwojowe gęsi bernikli. Stąd również nadane przez Karola Linneusza nazwy gatunków Lepas anatifera (kaczenica kaczkodajna) i L. anserifera (k. gęsiodajna). Linneusz uważał kaczenice za mięczaki. Przynależność kaczenic i pąkli do skorupiaków wąsonogich wykazał dopiero Karol Darwin. Po tej pomyłce została nam nazwa, bo łaciński „anser” to właśnie gęś, która zresztą zimą sporadycznie zalatuje do Polski.

A Sir John Mandeville? Prawdopodobnie też nie istniał. Badacze uważają, że pod tym pseudonimem kryje się Jan de Langhe, który urodził się w Ypres na początku XIII wieku i od 1334 roku był benedyktyńskim mnichem w opactwie Saint-Bertin w Saint-Oper, które znajdowało się niedaleko Calais. Po studiach prawniczych na Uniwersytecie Paryskim, Langhe powrócił do klasztoru i został wybrany opatem w 1365 roku. Był płodnym pisarzem i zapalonym kolekcjonerem relacji podróżniczych, z których skompilował własne dzieło, współcześnie znane nam pod tytułem „Podróże Jana z Mandeville”. Gęsi jednak nie rosną na drzewach. Nie znajdziemy również pęków młodych ptaków dryfujących na sosnowych kłodach. Trochę szkoda…

01/07/2026

Wśród dawnych mitów krew bestii o potężnych łuskach miała szczególne właściwości. Ale skąd zaczerpnąć krew istoty, którą i wieki temu znano przecież wyłącznie z opowieści?

Krew smoka była cennym, czerwonym eliksirem, który ludzie zbierali, suszyli i stosowali w najróżniejszych celach. Według Pliniusza Starszego, smok i słoń toczyły odwieczną wojnę, bo smok pożądał krwi słonia właśnie dlatego, że była chłodna. Wąż miał czaić się przy słoniowych szlakach, oplatać ogonem tylne nogi zwierzęcia i wysysać jego krew, aż osłabiony olbrzym padał na ziemię, przygniatając swoim ciężarem najedzonego gada. Krew obu zwierząt miała się wtedy zmieszać i zakrzepnąć w substancję, którą aptekarze nazywali sanguis draconis, czyli krwią smoka, zwaną też cynobrem. Równolegle funkcjonowała wersja grecka. Otóż gdy Herakles zabił stugłowego Ladona, strażnika złotych jabłek Hesperyd, z rozlanej krwi miały wyrosnąć drzewa dające czerwoną żywicę. Obie legendy, rzymska i grecka, zlały się z czasem w jedną opowieść krążącą po całym antycznym świecie śródziemnomorskim.

W rzeczywistości substancja pochodziła z żywicy drzew z rodzaju Dracaena, przede wszystkim Dracaena cinnabari rosnącej na jemeńskiej wyspie Sokotra, a później również z azjatyckich palm z rodzaju Daemonorops. Żywica trafiała do Europy szlakami handlowymi razem z egzotycznymi korzeniami i przyprawami. Kosztowała majątek, natomiast ceniono ją nie tylko jako lekarstwo na rany, krwotoki czy uporczywe biegunki, lecz także jako barwnik podnoszący połysk złota w malarstwie i lakiernictwie oraz składnik magicznych rytuałów. Starożytni autorzy, w tym Dioskorides, szczegółowo opisywali jej lecznicze moce już w I wieku n.e.

Mit przetrwał aż do epoki nowożytnej i dopiero pod koniec XV wieku uczeni zaczęli kwestionować opis Pliniusza, a ostateczne wyjaśnienie roślinnego pochodzenia żywicy przyniosły dopiero badania botaniczne XIX wieku, prowadzone między innymi przez Alexandra von Humboldta na Wyspach Kanaryjskich, gdzie rósł pokrewny gatunek Dracaena draco. Miejscowi Guanczowie czcili te drzewa i wykorzystywali ich sok do balsamowania zmarłych na długo przed przybyciem Europejczyków. Dziś mamy naukę, która potrafi wyjaśnić prawie wszystko, ale możemy sobie przecież wyobrazić emocje przodków, jakie towarzyszyły im w chwili otwarcia małego naczynia, w którym opalizowała złotem smocza krew.

Adres

Daszyńskiego 153
Gliwice
44-100

Telefon

+48322304560

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Nihil Novi Censored umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Nihil Novi Censored:

Udostępnij

Kategoria